Kobiety w życiu Rogera Vadima – jak wpłynęły na rozwój francuskiego kina nowej fali

„Ma odwagę robić to, co chce i kiedy chce” – opisuje dojrzały mężczyzna główną bohaterkę jednego z przełomowych filmów w historii kina. Ocena trafna i wątpię, by ktoś się z tym nie zgodził po seansie. Podobne słowa można również zastosować w stosunku do Rogera Vadima – autora omawianego filmu. Miał on odwagę wcielić w życie pomysły, które zrewolucjonizowały sposób opowiadania historii w kinie. Ale jak to się dokładnie wszystko zaczęło?


II wojna światowa, choć tragiczna w swych skutkach, z drugiej strony dokonała pośrednio ogromnych zmian w różnych gałęziach życia, bez których byśmy sobie nie wyobrażali współczesnego świata. Jedną z rzeczy, które zostały dotknięte tragicznymi doświadczeniami z lat czterdziestych, była szeroko pojęta kultura oraz normy społeczne. Przez pierwsze kilka lat od zakończenia globalnego konfliktu, w większości społeczeństwa, zwłaszcza europejskiego i japońskiego, nadal tkwił silny szok oraz swego rodzaju marazm. To częściowo odcisnęło piętno na kulturze. Niektórzy nawet twierdzili, że po wojnie nastąpił upadek sztuki. Jednak młode pokolenie, chcące przeciwstawić się tej kulturalno-społecznej stagnacji, postanowiło "rozluźnić" nastroje odbiorców, jednocześnie buntując się przeciwko dawnym zasadom panującym w sztuce. Efektem tego były budowle postmodernistyczne, rodząca się rewolucja rock 'n' rollowa w połowie lat 50. czy odbicie konsumpcjonizmu w sztuce pop-artowej.

Podobne zmiany nie mogły nie dotknąć i kina. Jeden z pretekstów do kinematograficznej rewolucji miał charakter techniczny. O ile pod koniec lat 20. przełomem okazały się filmy dźwiękowe i kolorowe, o tyle po II wojnie światowej rozwój nastąpił w kwestii mobilności sprzętu. Mniejsze, lżejsze kamery pozwoliły na kręcenie bardziej dynamicznych scen, natomiast światłoczułe taśmy zwolniły twórców z konieczności filmowania w dobrze oświetlonych planach filmowych.

Zmiany te dostrzegł Roger Vadim – a właściwie Roger Plemiannikov, syn rosyjskiego emigranta i francuskiej pisarki. W roku 1950 rozpoczął przygodę z filmem, kiedy to został asystentem reżysera Marca Allégret. Vadim jednak marzył o rozpoczęciu samodzielnej kariery. Inspirację do stworzenia własnego filmu znalazł szybko, bo wkrótce po rozpoczęciu współpracy z 50-letnim reżyserem. Nie była nią jednak praca u boku mistrza, rozwój sprzętu filmowego czy dotychczasowe eksperymentowanie w kinematografii, jak na przykład neorealizm włoski. Otóż główną inspiracją okazała się… kobieta.

Była nią Brigitte Bardot, którą Vadim dostrzegł na okładce jednego z magazynów. Zaproponował jej rolę w jednym filmie Allégret, jednak ostatecznie nie doszło do zrealizowania tego planu. Mimo niepowodzenia, nadal utrzymywali ze sobą kontakt, aż wpadli sobie w oko, co poskutkowało ich ślubem w 1952 roku. Vadim nie poprzestał na swych planach, i już szykował się do wyprodukowania swojego pierwszego filmu, w którym główną rolę miała zagrać jego młoda żona.

Włosko-francuska produkcja, która kosztowała ledwo 300 000 dolarów amerykańskich (sic!), zawitała na ekrany kin jesienią 1956 roku. I Bóg Stworzył Kobietę – bo tak nosi wdzięczny tytuł ten film – zgromadził w obsadzie takie nazwiska jak Curd Jürgens czy Jean-Louis Trintignant. Fabuła filmu była skupiona wokół 18-letniej dziewczyny, o której względy ubiega się trzech mężczyzn, co z czasem doprowadza do poważnego konfliktu między nimi.

Co od razu przyciągnęło moją uwagę – i zapewne wielu ówczesnych widzów – to scena otwierająca film. Nagie dziewczę o zgrabnej figurze kokietuje starszego mężczyznę. „Bezwstydnico!” – grzmi matka zastępcza do filmowej Juliette. Reżyser prowokował jednak wiele razy – główna postać jest odważna, czasem szorstka i niewychowana, a przede wszystkim nie krępuje się, mówiąc o swoich seksualnych zachciankach. Choć czasami hamuje swe żądze i stara się swoich adoratorów trzymać na dystans. Zresztą jest to zobrazowane pewną, choć nie do końca udaną, metamorfozą Juliette.

Byłoby jednak niesprawiedliwym powiedzieć tylko o tym filmie, że posiada odważne sceny (jak na lata pięćdziesiąte – oczywiście), czy że za główną bohaterkę ma młodą dziewczynę, która sypiała z wieloma mężczyznami. Oprócz pełnej wdzięku Brigitte Bardot, film ten przyciąga malowniczymi widokami Saint-Tropez, kojącą muzyką i sielskim klimatem. Większość scen nakręcono nie w studio, a na ulicach i obrzeżach francuskiego miasta, natomiast nowy sprzęt filmowy pozwolił na płynne, żywe ruchy kamerą.

Jednak podczas oglądania filmu wytworzył się u mnie pewien dysonans. Piękne, nadmorskie miasteczko mocno kontrastuje z bohaterami. Nie kierują się oni bynajmniej zdrowym rozsądkiem w swoim działaniu. Michel, który podkochuje się w Juliette, decyduje się z nią ożenić mimo świadomości jej lekkiego prowadzenia. Natomiast protagonistka w pewnej scenie z nudów strzela z pistoletu przez okno warsztatu. Czy jest to normalne zachowanie? Jak dla mnie nie. Co ciekawe, ta nieprzewidywalność postaci była jak najbardziej dla mnie przewidywalna. Domyślałem się, że atrakcyjna dziewczyna w końcu ulegnie pokusie romansu, pomimo ustatkowania. A jednak mimo to miałem cichą nadzieję, że będzie inaczej – optymistyczne słowa Juliette „Przyszłość wymyślono, żeby nie cieszyć się chwilą” oraz czułe komplementy w stronę męża przez chwilę sugerowały udaną przemianę bohaterki. Jeśli to Vadim chciał osiągnąć – czyli wywołać u widza dysonans poznawczy – to chylę czoła.

I Bóg Stworzył Kobietę zdobył ogromną popularność, a tym samym zainspirował innych filmowców do stworzenia podobnych dzieł, otwierając nurt o nazwie nowa fala. Trzy lata po debiucie Vadima premierę ma Czterysta Batów François Truffaut, w którym chłopiec chce uciec od swoich problemów, pakując się jednak w kolejne tarapaty, co wskazuje na brak logiki i rozwagi w jego działaniu. Hiroszima, Moja Miłość Alaina Resnais'go opowiada o trudnej miłości między kochankami, dla których wojna okazała się cierpieniem – zafascynowanie Japończyka piękną Francuzką idealnie współgra ze scenami kręconymi w nocy (!). Zdesperowany Michel zabija policjanta i wciąga tajemniczą kobietę w plan ucieczki w Do Utraty Tchu z 1960 roku. Natomiast w Alphaville – oryginalnym połączeniu filmu noir z science-fiction – postać femme fatale częściowo była inspirowana kobiecymi postaciami z dzieł Vadima.

Cech nowofalowego filmu można się dopatrzeć nie tylko we francuskim kinie. Dla przykładu Czesi w latach 60. dużo czerpali z dzieł francuskich filmowców, adaptując ten kierunek do swoich realiów. Natomiast z twórców zachodnich, to Stanley Kubrick szczególnie upodobał sobie tamten nurt. Niezrozumiałe zachowanie bohaterów, prowadzące ich do zguby, oraz długie sceny bez cięć to cechy większości produkcji nowej fali, natomiast ostatni film Kubricka – Oczy Szeroko Zamknięte – przywołuje na myśl twórczość Vadima, w których kipi od erotyzmu i zafascynowania człowieka jego dziką naturą.

Wracając do samego Rogera Vadima, oczywiście nie poprzestał on na "Kobiecie" – już rok później miał premierę kolejny film, Księżycowi Jubilerzy, również z Bardot w roli głównej. Francuski reżyser był związany z kinem niemal do końca życia. Ludzie pokochali Bardot oraz dzieła Vadima, a Vadim… kochał kobiety. Do każdego swego filmu zapraszał młode, piękne dziewczyny. Grane przez nie bohaterki kusiły swoimi wdziękami oraz szokowały otwartością na seks. Zresztą same tytuły mówiły za siebie: Niebezpieczne Związki, …I Umrzeć z Rozkoszy, Kłopotliwa Narzeczona, Siedem Grzechów Głównych, Występek i Cnota, Ładne Dziewczyny Ustawiają Się w Szeregu czy Gdyby Don Juan Był Kobietą.

Vadim miał to do siebie, że nie za bardzo bawił się w subtelność – zupełnie jak kobiety w jego filmach. Erotyzmem ociekały niemal wszystkie jego produkcje; nawet w kiczowatym science-fiction, Barbarelli. Królowej Galaktyki z Jane Fondą, reżyser nie mógł się powstrzymać. Na początku Prezydent Ziemi podczas wideorozmowy z tytułową bohaterką zapewnia, że ta nie musi się ubierać; a Mark na pytanie pięknej wojowniczki, jak mogłaby mu się odwdzięczyć, odpowiada bez ogródek: „Chciałbym się z tobą kochać”. Seksizm w całej okazałości.

I Bóg Stworzył Kobietę jednak nie tylko wypromował Bardot, zrewolucjonizował kino i rozpoczął reżyserską karierę Vadima – ale również zakończył jego związek z młodziutką modelką. Podczas kręcenia scen Bardot zaczęła mieć romans z Jean-Louis Trintignantem, czyli filmowym Michelem. Roger i Brigitte wzięli rozwód w 1957. Francuski reżyser miał, a zarazem nie miał szczęścia do kobiet – po Bardot poślubił jeszcze cztery kobiety; był także dosyć długo związany z Catherine Deneuve. Każdy jego związek trwał średnio 4-5 lat; tylko z Jane Fondą udało mu się przeżyć osiem w małżeństwie.

Dlatego I Bóg… nie jest obrazem, który opowiada o cudowności kobiety. Wręcz przeciwnie – potrafi ona sprowadzić mężczyznę na złą drogę, sprawić mu przykrość. W filmie doskonale pokazano, do czego może doprowadzić zazdrość. I choć Michel ostatecznie wybacza zdradę Juliette, nie wróży to dobrze na przyszłość temu związkowi. Co prawda, w ostatniej scenie para trzyma się za ręce – ale czy wyglądają na szczęśliwych? Wątpię.

Pierwszy film R. Vadima, który miał stanowić swego rodzaju prezent, był napisany specjalnie pod Brigitte – nie musiała się ona specjalnie uczyć roli, po prostu grała samą siebie. Film nawet w pewnym stopniu okazał się odbiciem prawdziwej relacji reżysera z jego pierwszą żoną. W podobnym kierunku zresztą poszli inni nowofalowi reżyserzy. Czterysta Batów zawiera fragmenty autobiograficzne, natomiast Hiroszima, Moja Miłość to na swój sposób film dokumentalny i antywojenny, szokujący scenami rannych Japończyków po zrzuceniu bomb atomowych przez USA.

I Bóg Stworzył Kobietę okazał się swego rodzaju samospełniającym się proroctwem. I to jest najbardziej niezwykłe, a zarazem przygnębiające dla mnie w całym tym filmie – a nie scena spoliczkowania Juliette. Jednak w tym szaleństwie – szaleństwie bohaterów, szaleństwie kobiety – tkwi metoda. Metoda na opowiedzenie swojej historii, uczuć, lęków i oczekiwań. Metoda, która zrodziła wiele kultowych, ponadczasowych dzieł kinematografii.

(Głosy: 0)

Zobacz także:

Posted by

Udostępnij: